×

Figure 159

nr katalogowy: 9

Lebenstein Jan

(1930–1999)

Figure 159
1962

Estymacja:

380 000–420 000 • PLN

Cena wylicytowana:

380 000 PLN

olej / płótno

162 × 130 cm

sygnowany, datowany i opisany na odwrociu: Jan Lebenstein | „Figure 159” | 1962

na odwrociu papierowe naklejki transportowe oraz naklejka wystawowa z Musée de Gand


Wystawy:

Galerie Lacloche, wystawa indywidualna, Paryż, 1964

Palais des Beaux Arts, wystawa indywidualna, Bruksela, 1964

La Figure humaine depuis Picasso, wystawa zbiorowa, Musée de Gand, Gandawa, 1964

37 artistes polonais contemporains, wystawa zbiorowa, Pavillon Helena Rubinstein, Musée Tel-Aviv, 1965 (kat., poz. 51)


Prezentowany obraz to jeden z najciekawszych przykładów „Figur osiowych”, realizowanych przez Lebensteina na przełomie lat 50. i 60. Zagwarantowały artyście międzynarodowy sukces i wystawy w najważniejszych galeriach w Paryżu i Nowym Jorku. „Figura 159” była prezentowana w macierzystej, paryskiej galerii Lebensteina – Galerie Lacloche, a także na wystawie indywidualnej malarza w Brukseli i dwóch ekspozycjach zbiorowych – w Belgii i Izraelu.

Lebenstein zadebiutował na konstytutywnej dla polskiej sztuki współczesnej wystawie Przeciw wojnie, przeciw faszyzmowi w stołecznym Arsenale. Zaprezentował tam nostalgiczne pejzaże warszawskich przedmieść – początkowo nic nie zapowiadało, że stanie się jednym z najbardziej kontrowersyjnych artystów swojego pokolenia. A także – że zrobi błyskotliwą karierę za żelazną kurtyną. W 1956 roku Lebenstein związał się z niezależnym Teatrem na Tarczyńskiej, prowadzonym w prywatnym mieszkaniu przez Mirona Białoszewskiego. To właśnie tam po raz pierwszy zaprezentował „Figury”, które stały się znakiem rozpoznawczym jego twórczości dwóch powojennych dekad.

Malarz komponował swoje obrazy według doskonale przemyślanego schematu: wyznaczał centralną oś kompozycyjną, według której symetrycznie nakładał fakturowe warstwy farby, tworząc animistyczne formy, przywodzące na myśl nierzeczywiste zwierzęta, mityczne twory czy stylizowane, przeskalowane owady. Ograniczał paletę barwną do wąskiej gamy szarości, brązów, ugrów i czerni, tworząc reliefowe, pełne egzystencjalnego niepokoju obrazy. Bardzo szybko został dostrzeżony przez krytykę, a dzięki ożywionej w końcu lat 50. wymianie kulturowej z Francją również przez zachodnich galerzystów. W 1959 roku, głównie za sprawą Ryszarda Stanisławskiego, uczestniczył w kilku wystawach zbiorowych: Biennale w São Paulo w Brazylii, Documenta II w Kassel oraz ekspozycji prac polskich artystów w Genewie: „Pologne. 50 ans de peinture”.

Jesienią 1959 roku Lebenstein otrzymał Grand Prix na 1. Międzynarodowym Biennale Młodych w Paryżu, a nagrodą była wystawa w bogatej i gwarantującej sukces finansowy Galerie Lacloche, mieszczącej się na Placu Vendôme. Mimo to 15 grudnia odbył się wernisaż jego pierwszej indywidualnej paryskiej wystawy w Galerie Lambert na wyspie Św. Ludwika, zaplanowany już pół roku wcześniej. Galeria została założona przez właścicieli Libelli – Zofię i Kazimierza Romanowiczów zaledwie kilka miesięcy wcześniej, ale została już doceniona w środowisku paryskich krytyków sztuki dzięki dwóm dobrze komentowanym wystawom: Tadeusza Dominika i Josaku Maedy. Lebenstein wystawił u nich niewielkie gwasze, a płótna, za zgodą właścicieli, zaprezentował w Galerie Lacloche. Później pisał o Romanowiczu:

[…] widząc, że dla moich dalszych losów w Paryżu ta wystawa na placu Vendôme była bardzo ważna, zgodził się [Romanowicz] oddać obrazy Galerie Lacloche, gdzie był większy lokal i lepsze warunki materialne. To był bardzo ładny gest*.

Obydwie wystawy osiągnęły ogromny sukces: zarówno prasowy, jak i komercyjny. W jednym z artykułów zatytułowanym „Galeria Romanowiczów” Kazimierz Wierzyński, myląc dwie równoczesne wystawy, napisał:

Galeria stała się modna; zapewne pod wpływem tego powstały na wyspie niedawno dwie inne. […] Należy galerię odwiedzać. Należy kupować tam obrazy. Helena Rubinstein na pierwszej wizycie kupiła 20 płócien, wśród nich 12 Lebensteinów. Spieszcie się. Wszystko rozkupią*.

W 1965 roku „Figura 159” znalazła się na wystawie „37 Artistes Polonais Contemporains”, która odbyła się w Pawilonie Heleny Rubinstein w Muzeum w Tel-Awiwie. Była to niezwykle ciekawa ekspozycja w kontekście polityki kulturalnej obydwu krajów – nowo powstałego państwa żydowskiego i Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej okresu małej stabilizacji lat 60. Na wystawie oprócz wspomnianej kompozycji pojawiły się obrazy, asamblaże i grafiki m.in. Tadeusza Kantora, Jonasza Sterna, Alfreda Lenicy, Jerzego Tchórzewskiego, Jerzego Nowosielskiego, Jana Tarasina, Rajmunda Ziemskiego, Stefana Gierowskiego i Józefa Gielniaka. Kuratorem wystawy z polskiej strony był Ryszard Stanisławski, który wybrał artystów posługujących się w swojej pracy twórczej kategorią „metafory” i „poetyckiej wyobraźni”. Każdy z zaprezentowanych twórców miał już ugruntowaną pozycję na rodzimym rynku i charakterystyczne podejście do formy i treści dzieła sztuki. Wystawa powstała z inicjatywy ówczesnego dyrektora telawiwskiej placówki – dr. Haima Gamzu. Tuż po tej wystawie praca została sprzedana do prywatnej kolekcji w Paryżu.

Główne problemy malarstwa Lebensteina są te same co u całego pokolenia współczesnych malarzy: ograniczenie koloru, upodobanie do grubego nakładania farby, upodobnianie obrazu do reliefu, tendencja sprowadzenia wszystkich form do lapidarnego skrótu. Te problemy Lebenstein wzbogaca jednak o charakterystyczną wizję, jaką jest uporczywe przedstawianie pojedynczej figury nazywanej czasem figurą osiową, figury, która przypomina miękkiego owada. Skąd wywodzi się owa wizja? Nieuchronnie narzuca się bohater „Przemiany” Kafki, który budząc się pewnego dnia zauważa, że został przemieniony w karalucha. Ponieważ „owady” Lebensteina posiadają wiele cech ludzkich i to nieprzyjemnie ludzkich, analogia jest tym silniejsza. (Zapytany o to, Lebenstein zirytował się raczej, i choć wydaje się, że pytanie zajęło go, oświadczył, iż nie jest w stanie na nie odpowiedzieć…) […]

Malarze przeważnie mają tendencję do malowania rzeczy ładnych, ładnych aż do przesady. Lebensztejn czyni rzecz najtrudniejszą: mianowicie maluje rzeczy brzydkie. […] W gruncie rzeczy praca Lebensztejna obejmuje okres zaledwie kilku lat i jest jeszcze zbyt wcześnie na to, aby przewidywać w jakim kierunku będzie się rozwijał**.


* Cyt. za Libella. Galerie Lambert. Szkice i wspomnienia, red. M.A. Supruniuk, Toruń 1997.

** Michel Ragon, „Współczesność” 17 (15 IX 1962).