×

[Dwie kobiety i dziecko]

Wróblewski Andrzej

(1927–1957)

[Dwie kobiety i dziecko]
niedatowany


tusz / papier

29,8 × 41,8 cm

na odwrociu: (Krzesła flirtujące)

Kolekcja prywatna


Wróblewski na początku swojej drogi twórczej wykazywał relatywnie radykalne poglądy, zarówno w kwestiach formalnych, jak i samym podejściu twórcy do sztuki. Był przekonany, że życie rodzinne jest czynnikiem całkowicie niesprzyjającym, a wręcz uniemożliwiającym realizację innowacyjnych planów w tej dziedzinie. Z czasem zmienił swoje stanowisko – w 1953 roku poślubił Teresę Reutt, ówczesną studentkę filologii klasycznej i historii. Niespełna rok później na świat przyszedł ich pierworodny syn, Andrzej, zwany Kitkiem, a za dwa lata – bliźniaczki – Marta i Krystyna.

W połowie lat 50. Wróblewski nierzadko nawiązywał w swoich pracach do codziennego, rodzinnego życia. Dla tego okresu charakterystyczna jest technika tuszu lawowanego. Pośpieszne szkice o niemal pamiętnikarskim charakterze często służyły Wróblewskiemu do tworzenia kolejnych obrazów. Prezentowana kompozycja to intymny portret dwóch kobiet i tulącego się do nich niemowlęcia. Starsza z nich to najpewniej Krystyna Wróblewska (Hirschberg), matka artysty, znakomita graficzka i pedagożka. Kompozycja pracy nasuwa skojarzenie z ikonografią Św. Anny Samotrzeć, tematu przedstawiającego Św. Annę, Maryję i Jezusa.

Malarz w liście do Andrzeja Wajdy, datowanym na 10 listopada 1953 roku, relacjonował:

„Chwilowo […] praca moja jest w zawieszeniu: nie wiem czy Ci już mówiłem, że ożeniłem się i sprowadziłem żonę do domu, wskutek czego chwilowo i wewnętrznie i zewnętrznie nie mam wielkiego zapału do pracy. […] Kiedy jednak pomyślę o Jury i o narodzie, dla którego maluję, oblatuje mnie strach i zaczynam od początku artystyczny rachunek sumienia. Bo właściwie jest jasne, że na dalszą metę nie jest do utrzymania ścisła «jedność czasu, miejsca i akcji», a raczej może jedność światłocieniowa i przestrzenna, która jednak jest warunkiem zupełnie komunikatywnego obrazu. W oczekiwaniu, więc na natchnienie robię rysuneczki i szkice, i oglądam jak największy wachlarz starej i nowej sztuki w czym nie jest mi wcale pomocne zagracenie Krakowa, produkującego przede wszystkim kurz w Muzeach i pamiątki góralskie”.