×

(Kobieta-nagrobek)

Wróblewski Andrzej

(1927–1957)

(Kobieta-nagrobek)
niedatowany


gwasz / papier

42 × 29,8 cm

wtórnie opisany przez matkę artysty, Krystynę Wróblewską (Hirschberg), p.d.: A. Wróblewski, l.d.: Kobieta-nagrobek

Kolekcja prywatna


Kilka miesięcy przed swoją zagadkową śmiercią, jesienią 1956 roku Andrzej Wróblewski odwiedził Jugosławię. Przebywał tam od 30 października do 21 listopada, razem z krytyczką sztuki Barbarą Milewską. Wyjazd miał charakter studyjno-badawczy, był współorganizowany przez Komitet ds. Współpracy Kulturalnej z Zagranicą. Polacy zwiedzali miasta, wystawy w galeriach sztuki współczesnej i dawne muzea. Spotykali się też z artystami i ludźmi kultury, a ich obecność została odnotowana także przez lokalne gazety. Miodgrad Bulatowić, na łamach belgradzkiego magazynu „Tygodniowe Nowiny” relacjonował: „Mowa o wymianie: dwóch naszych krytyków sztuki bądź malarzy wkrótce odwiedzi Warszawę. Andrzej Wróblewski jest we współczesnej Polsce jednym z czołowych krytyków i cenionym malarzem. Barbara Majewska jest również znaną krytyk i eseistką, redaktorką «Przeglądu Kulturalnego»*. W tym samym artykule zacytowano obszerną wypowiedź Andrzeja Wróblewskiego:

„Przyjechaliśmy, by poznać artystyczne życie w Jugosławii. O waszym malarstwie słyszymy już od kilku lat, jednakże będzie to pierwszy rzeczywisty kontakt z Waszymi obrazami i artystami. Przyznajemy: przyjechaliśmy tu także po to, by się czegoś nauczyć. Znacznie nas wyprzedziliście, to pewne, gdyż szczęśliwie dawno rozstaliście się z tak zwanym socrealizmem, ze sztuką narzucaną odgórnie. Osobiście interesuje mnie stosunek nowoczesnych malarzy do folkloru. Słyszałem, że w tej dziedzinie wielu osiągnęło wspaniałe rezultaty. Cóż Wam powiedzieć o nas samych? Walka przeciwko socrealizmowi dawno się rozpoczęła. Ten opór był szczególnie odczuwany koło roku 1950. Zewnętrzne wpływy, mam na myśli szczególnie ten najgorszy, który nadciągnął ze strony Związku Radzieckiego, w rzeczywistości nigdy nie mogły znaleźć naśladowców w naszej praktyce artystycznej. Zeszły rok był kamieniem milowym w życiu polskiej sztuki wizualnej, Zorganizowana została wystawa w Arsenale, na której pojawiły się prawdziwe obrazy i prawdziwi malarze […]”*.

Podczas wyjazdu Wróblewski żywo zafascynował się bałkańską kulturą. Był pod ogromnym wrażeniem najnowszych realizacji artystów, których zobaczył w Jugosławii – Decembarskiej Grupy i Gabriela Stupicy. Po powrocie do kraju opublikował w „Przeglądzie Artystycznym” tekst „Notatki Jugosłowiańskie”, będące podsumowaniem jego refleksji odnośnie tamtejszej sztuki współczesnej. Dla jego własnej pracy najważniejsze były jednak wizyty na wiejskich cmentarzach – proste, nieco naiwne, zgeometryzowane formy lokalnych nagrobków stały się dla malarza niezwykle inspirujące. W rysunkowych notatkach, które tworzył podczas całego wyjazdu, możemy zobaczyć wierne szkice rzeczywistych, kamiennych grobów, wykonywanych przez lokalnych, pozbawionych akademickiego wykształcenia rzemieślników. Naiwne formy łączyły uproszczone sylwetki ludzkie z motywami krzyża, w wyrazie przypominając awangardowe kompozycje Jeana Miró, cykladzkie idole lub wczesnochrześcijańskie mozaiki z Madaby.

Pozostający pod ich wpływem Wróblewski wykonał cykl monotypii, które w szczególny sposób odnosiły się do zaobserwowanych w Serbii form rzeźb sepulkralnych. Prezentowana praca również zdradza inspirację zaobserwowanymi formami. Prosta kompozycja zawiera w sobie elementy egzystencjalnej refleksji oraz karykaturalny humor, wynikający z uproszczenia formy i z siły wyrazu pracy.

Gwasz posiada duży ładunek emocjonalny, przepełniony swego rodzaju melancholią – można go rozumieć jako wyraz samotności człowieka, jego porażki w próbie odbudowy świata po katastrofie.

Wczesną wiosną, cztery miesiące po powrocie z Jugosławii Wróblewski wyjechał w Tatry. Znaleziono go 23 marca 1957 roku w okolicy Morskiego Oka. Dzień był ładny, widok siedzącego pod drzewem mężczyzny nikogo nie dziwił. Dopiero wieczorem kilka osób zainteresowało się odpoczywającym. Już nie żył. Miał zaledwie 29 lat. Stwierdzono atak epilepsji, ale miał na ciele dwie rany – otarcie na skroni i pogryzioną rękę. Na nogach miał dwie pary spodni: – na narciarskie naciągnięty był dół od piżamy.

Stała obecność tematu śmierci, w połączeniu z niespodziewanym, zagadkowym zaginięciem artysty, przyczyniła się do interpretacji zarówno tej pracy, jak i wspomnianego wcześniej cyklu monotypii, w wymiarze eschatologicznym, jako zapowiedzi bliskiego końca.

* Andrzej Wróblewski. Unikanie stanów pośrednich, red. M. Ziółkowska, W. Grzybała, Warszawa 2014, s. 465–467.